Niedawne malowanie mieszkania siłą rzeczy wymusiło zdjęcie na pewien czas wszystkich obrazków i usunięcie podtrzymujących ich gwoździków. Śnieżna biel ścian i sufitów, nie zakrywana przez żadne z dzieł sztuki, znów przez chwilę rozświetlała wnętrze całą swą powierzchnią. Cienka warstwa farby, dokładnie rozprowadzona nawet w rogach pomieszczeń, mogła być wdzięczna wszystkim tym drewnianym, plastikowym i szklanym ramkom – wszak swą biel zachowała najdłużej właśnie tam, gdzie chroniła ją powierzchnia wiszących obrazków.

Ten swoisty monopol na wystrój wnętrza trwałby zapewne dłużej, gdyby nie potrzeba rozdysponowania kilkudziesięciu rysunków, akwareli i innych prac, które leżąc niezbyt estetycznie na podłodze, wręcz wykrzykiwały swoją prośbę o uwagę. Ściana zastanawiała się co prawda jeszcze chwilę, czy nie nacieszyć się artystyczną monokulturą bieli choć jeszcze przez kilka dni, ostatecznie zwyciężył jednak jej pragmatyzm. Dekorację rozpoczęło pirograficzne wspomnienie półtysiącletniej restaturacji, czyli wypalony w drewnie obraz jednego z najstarszych lokali gastronomiczych Wiednia: Griechenbeisl.

Wypalone w drewnie

Praca o wymiarach 21,5 x 33,3 cm, podpisana inicjałami KH, z pewnością nie należała do tych najatrakcyjnieszych wizualnie. Drewiana ramka, nieco niedbale pomalowana na czarno, chroniła pospolitą deseczkę o grubości kilku milimetrów, na której wypalono szkic stojących blisko siebie kamienic, połączonych na wysokości drugiego piętra chyba nie posiadającym już żadnego praktycznego zastosowania łukiem pokrytym dachówkami. Dające się odczytać napisy wskazywały na restaurację o nazwie „Griechenbeisl”, pisanej tu jednak osobno – za pomocą dwóch słów, oraz z użyciem dodatkowej samogłoski.

Temat tego wypalonego w drewnie, inaczej mówiąc pirograficznego dzieła, był ścianie obojętny, nie uszedł natomiast uwagi najemcy mieszkania, który w pierwszej chwili chciał co prawda po prostu szybko powiesić ten obrazek na mało znaczącej ścianie w przedpokoju, teraz zaczął jednak baczniej przyglądać się szczegółom pracy, by po chwili przypomnieć sobie, iż kiedyś odwiedził już przecież to miejsce – jeden z najstarszych lokali gastronomicznych po tej stronie Dunaju.

Droga do knajpy

Wspomnienia zaowocowały nie tylko zawieszeniem już teraz wyjątkowej dla domorosłego konesera deseczki, ale też krótkim opisem drogi do restauracji, którą przedstawił on za pomocą ukazanych poniżej zdjęć.

  1. Od stacji metra U4 Schwedenplatz, uliczką Hafnersteig.
  2. Dalsze około 20 metrów wąską Griechengasse,
  3. aż do szyldów na rogu budynku i ogródka rozstawianego latem.

Tak, ten lokal z pewnością zasługiwał na uwiecznienie go pirografem oraz powieszenie tak oryginalnie wykonanej pracy w przedpokoju – miejscu być może niezbyt docenianym, ale za to jakże gościnnym. Zresztą nawet i biała ściana była odtąd zdania, że deseczce rzeczywiście należy się uwaga, wszak kierowała ona myśli obserwatora do innej wielkiej płaszczyzny – ściany zieleni nad restauracją Griechenbeisl.

Ta powstała najpóżniej w 1447 roku restauracja nosiła przez ostatnie pięć wieków różne nazwy, między innymi – „Zum gelben Adler“ (pol. Pod żółtym orłem), „Gasthaus Rotes Dachl“ (pol. Czerwony Dach) oraz „Reichenberger Beisl“ (pol. Knajpa Reichenberger), by od połowy siedemnastego wieku, gdy osiedliło się tu wielu kupców greckich, otrzymać dzisiejsze określenie „Griechenbeisl“, odnoszące się w swoim pierwszym członie do Greków a w drugim do knajpy – w dialekcie dla uproszczenia nazywanym austriackim – „Beisl”.