Przyjęło się pisać, że ktoś bedący w podróży a spontanicznie zatrzymujący się po drodze w jakiejś miejscowości, czyni to przejazdem. Trudno jednak użyć tego sformułowania do mojego krótkiego postoju w Szczawnicy – kurorcie położonym w Pieninach, paśmie górskim w łańcuchu Karpat, dla którego świadomie zboczyłem z trasy a nawet nadłożyłem sporo kilometrów. Tu kończyła się mianowicie droga publiczna. Dalej, z trzech stron otaczały mnie już tylko szczyty o wysokości względnej około trzystu metrów, więc o rzeczonym przejeździe nie mogło być mowy.

Po około godzinnym spacerze, w ramach którego mogłem przyjrzeć się bliżej stacji dolnej wyciągu krzesełkowego na Palenicę (722 m) oraz poczynić w pobliskiej aptece zapasy węgla aktywowanego, który był tu około dwa razy tańszy, niż w mojej okolicy, udałem się powoli w stronę samochodu. Nie dochodząc jednak jeszcze do parkingu, zauważyłem na rogu niewielki, lecz stonowanie elegancki sklep, gdzie sprzedawano miody, i to chyba w każdej możliwej postaci. Zaintrygowany wszedłem do środka.

W sklepie nie było akurat żadnych innych klientów, co okazało się być dla mnie dobrodziejstwem. Pan sprzedawca, człowiek niewątpliwie nowoczesny a jednocześnie dystyngowany i – jak się miałem za chwilę przekonać – niezwykle elokwentny, był łaskaw wprowadzić mnie w świat miodów pitnych, jako że trunki te od razu wpadły mi w oko. W ten sposób dowiedziałem się, że ich podział na gatunki bazuje na stosowanej podczas procesu produkcji proporcji użytego miodu w stosunku do wody. Zależność ta znalazła odzwierciedlenie w nazewnictwie:

  • Półtorak – 1:0,5 (jedna jednostka objętości miodu rozcieńczona połową jednostki objętości wody)
  • Dwójniak – 1:1 (miód i woda, jeden do jednego)
  • Trójniak – 1:2 (o połowę mniej miodu, niż wody)
  • Czwórniak –1:3 (25% miodu w objętności trunku)

Kwadrans poświęcony na rozmowę o miodosytnictwie, a więc produkcji miodów pitnych, zaowocował kupnem dwóch kompletów składających się z napełnionej dwójniakiem kamionki (glinianego dzbana, który można podgrzewać a potem odstawiać do ostygnięcia), dwóch kubeczków oraz zapasu miodu butelkowanego do uzupełniania w kamionce.

Po powrocie do domu nie omieszkałem rychło przystąpić do sprawdzenia jakości tak zachwalanego przez sprzedawcę produktu oraz przy najbliższej okazji wręczyć mojemu najlepszemu przyjacielowi jednego z zestawów „kamionka-kubeczki”, do którego dołączyłem poniższe słowa:

Dwie niewielkie czarki wraz z kamionką małą,
eskortując miodzio – tak jak im przystało,

postój miały krótki w mym skromnym kasztelu,
wyczekując Ciebie, drogi przyjacielu!

Jak się przekonałem, obaj mieliśmy po degustacji bardzo podobne odczucia, które dało się wyrazić jednym, aczkolwiek jakże trafnym określeniem: miodzio!