Wieprzowina z frytkami i kiszoną kapustą, okraszona zieloną papryczką chilli i polana gęstą, kwaśną śmietaną, kilka razy w miesiącu wnosi istotny wkład w proces zachowywania równowagi metabolicznej w moim organizmie. Płacę za nią bez utyskiwania – zwłaszcza, że zaprzyjaźnieni pracownicy stoiska przyznają mi rabat sąsiedzki. Tym bardziej zaskakujący jest tu więc sposób rozliczenia, który może przynieść odczuwalne straty finansowe i to podczas płacenia kartą bankomatową za potrawę kosztującą na przykład niewiele ponad szcześć Euro.

Osobliwy napiwek, przyczajony terminal

Po ustnym złożeniu zamówienia poproszono mnie o włożenie karty do terminalu płatniczego i dwie sekundy później na ekranie ukazała się cena produktu oraz pole do wpisania czterech cyfr, składających się – jak początkowo sądziłem – na kod PIN. Tuż przed wprowadzeniem go spostrzegłem jednak u góry ekranu otrzeźwiającą informację: “Napiwek”. Sprzedawczyni widząc moją konsternację, zaproponowała naciśnięcie przycisku “Anuluj” a ja mogłem wreszcie wpisać kod w następnym czterocyfrowym polu, które w moim subiektywnym odczuciu wizualnie niewiele różniło się od pierwszego. Kończąc regulowanie płatności i czekając na realizację zamówienia, zacząłem rozmyślać o niuansach technicznych tego niecodziennego procesu.

Wejście PINa

Do dania w ten sposób napiwku w kwocie wielokrotnie przekraczającej wartość kupowanego towaru lub usługi niezbędne jest spełnienie następujących warunków:

  1. Liczba, którą tworzą cztery cyfry składające się na kod PIN karty, musi być równa lub mniejsza od dziennego limitu płatności kartą bankomatową, pomniejszonego o wartość samego zakupu oraz ewentualne inne transakcje dokonane tego dnia wcześniej.
  2. Nieuważny klient wprowadzi PIN dwukrotnie – myśląc, że pierwsza próba nie powiodła się.

Na przykład przy PINie 0384, dziennym limicie płatności w wysokości 400 Euro oraz dokonaniu pierwszego tego dnia zakupu w kwocie 6,50 Euro, z konta zapewne pobrano by 390,50 Euro. Tak kupiona wieprzowina z frytkami i kiszoną kapustą byłaby z pewnością moją najdroższą potrawą, ale w sensie jak najbardziej dosłownym. Być może jednak owe cztery pola do wpisania wysokości napiwku służą w rzeczywistości wprowadzeniu kwoty z dokładnością do dwóch cyfr po przecinku. W ten sposób strata byłaby co prawda stukrotnie mniejsza, ale z drugiej strony pojawiłoby się pytanie:

Kto, kupując przy stoisku potrawy kosztujące przeciętnie 6 Euro, daje napiwki i to z dokładnością do dwóch miejsc po przecinku?

Nie przypisuję obsłudze ani właścicielom stoiska złych intencji, niemniej płatność wykonywana w ten sposób wydaje mi się mieć znamiona swoistej “walki wręcz” z klientem, który raz “pobity” będzie w przyszłości unikał konfrontacji.