Lekka wspinaczka po skalistym wzgórzu porośniętym gęstym, iglastym lasem. Świeże powietrze, piękne widoki i biegający obok, szczęśliwy pies – innymi słowy trzygodzinna wycieczka do ruin zamku Mödling, oddalonych od Wiednia o około 30 minut autem. Świetna okazja do aktywnego wypoczynku połączonego z poznaniem historii tego niewielkiego zespołu elementów warownych i budynków mieszkalnych użytkowanych od początku XI do drugiej połowy XVI wieku.

„Smutne resztki”

Miasto Mödling, do którego należą ruiny, zadbało o zamontowanie tablic informacyjnych wyjaśniających przeznaczenie poszczególnych części warowni, których bez czytelnego opisu nie dałoby się dziś już rozpoznać – może za wyjątkiem okrągłej wieży, zachowanej w stosunkowo dobrym stanie i stanowiącej dzięki temu punkt orientacyjny dla turystów. Jedna z takich tablic podaje skróconą listę wydarzeń związanych z obiektem. Podano na niej między innymi, że „smutne resztki” zamku Mödling zostały nabyte w roku 1798 przez księcia Poniatowskiego. Nie wiem, czym kierował się książe kupując ten opuszczony bastion, ale zapewne mógł nawet osobiście dopilnować formalności, jako że w latach 1795-1798 ponownie mieszkał w Wiedniu – miejscu swojego urodzenia.

Na krótko przed śnieżycą

Zainteresowania historią regionu nie podzielał natomiast mój gończy pies. Dla niego sensem wyprawy było raczej poszukiwanie odpowiednich do gryzienia gałęzi, łapanie zsuwających się po zboczach szyszek i tworzenie trójwymiarowej, zapachowej mapy terenu. Nie miałem mu tego jednak za złe. W końcu obaj szukaliśmy jedynie wypoczynku na świeżym powietrzu – on na swoim przyziemnym poziomie a ja z głową owiewaną grudniowym wiatrem, przynoszącym właśnie pierwsze płatki śniegu.