Entuzjastyczny plan powzięty przeze mnie dnia 1 stycznia 2017 roku a polegający na zwiedzeniu jednego dnia miejscowości Valtice, Lednice oraz Brzecław, właściwie się powiódł. Po przebiciu się przez mgłę towarzyszącą mi aż do granicy z Czechami dotarłem szczęśliwie do Pałacu w Valticach, a stamtąd do związanego z nim historycznie i geograficznie Pałacu w Lednicach, gdzie zastał mnie już jednak zmrok.

Po około półgodzinnym spacerze wśród oszronionych drzew pięknego ogrodu i obserwowaniu ślizgających się po zamarzniętym jeziorze Czechów, których nietrudno było mi rozpoznać słysząc ich sympatyczny język, doszedłem do wnisoku, że bez względu na ciemności trzeba jechać dalej, aby jeszcze chociaż z oddali ujrzeć prawie tysiącletnie ruiny zamku w Brzecławiu. Udało się! Dojechałem szczęśliwie i zaparkowałem 30 metrów od murów.

Otaczające mnie ciemności nieoczekiwanie dostarczyły wrażeń, których próżno by szukać za dnia.

Stałem i patrzyłem na świetlne widowisko

myśląc o ludziach, którzy kiedyś rodzili się w tej warowni, pracowali i w końcu odchodzili syci swych dni. Przynajmniej bedąc tu na miejscu nie chciałem za to nawet wyobrażać sobie, ile dusz ludzkich umarło w obronie lub podczas ataku na ten obiekt.

Jedno było dla mnie wszakże pewne: osoby odpowiedzialne za promocję zamku w Brzecławiu stworzyły za pomocą światła wyjątkową atmosferę, która wzbudza przeciwstawne odczucia – przyciąga intrygując a zarazem odpycha strasząc.

Rzucić światło na zamek w Brzecławiu