Zamek Seebenstein – szarość kontra kolory jesieni

Zamek Seebenstein – szarość kontra kolory jesieni

ZZaczęło padać około dziesiątej rano. W południe można już było dostrzec przez okno nieznacznie odchylone od pionu, lekko drżące linie wody, kończące nagle swój bieg na powierzchni nasyconej takim hojnym darem łąki. Te pierwsze delikatne stróżki przemieniły się wkrótce w porządny jesienny deszcz, którego krople są jak wiadomo tak dokuczliwie mokre jak i przenikliwie zimne. Fakt ten wywołał we mnie chwilę zwątpienia, którą spędziłem leżąc na łóżku i patrząc na niebo pozbawione jakichkolwiek zachęcających kolorów. Po około kwadransie wstałem jednak i postanowiłem bezzwłocznie udać się na wyprawę krajoznawczą – bez względu, a może nawet i wbrew pogodzie. Pół godziny później jechałem już w stronę zamku Seebenstein, oddalonego od Wiednia o około 45 minut autem.

Zamek Seebenstein
Zamek Seebenstein

Dojazd okazał się być bardzo komfortowy – po części dzięki kupionym kilka dni wcześniej oponom, które teraz świetnie trzymały się już lekko śliskiej nawierzchni, delikatnie szumiąc i kołysząc się wespół z kołami w zgodnym tańcu z resztą samochodu. Wkrótce, na zboczu pokrytego lasem stromego wzgórza, dostrzegłem zarys zamku. Szarość baszty, murów i dawnej części mieszkalnej odróżniały się od tła lasu niczym biel napisu Hollywood od zbocza góry Lee w łańcuchu Santa Monica. Po tak położonym obiekcie spodziewałem się wręcz filmowych emocji.

Miasteczko Seebenstein

Ciastkarnio-piekarnia w Seebenstein
Ciastkarnio-piekarnia w Seebenstein

Przestronny parking przywitał mnie z otwartymi ramionami. W niedzielne, deszczowe popołudnie trudno tu było przecież o gości. Co ciekawe, miasteczko o tej samej nazwie co zamek, nie było jednak tak senne, jak można by się tego spodziewać. Co należy w Austrii do rzadkości, w siódmym dniu tygodnia czynna tu była mianowicie ciastkarnio-piekarnia, która jednak zwróciła moją uwagę nie tyle samym faktem otwarcia, co elegancką fasadą budynku, pięknymi kwiatami w oknach i przede wszystkim ciepłą grą świateł.

Jak się dowiedziałem, Seebenstein to mała gmina w powiecie Neunkirchen w Dolnej Austrii. Niecałe półtora tysiąca mieszkańców prowadzi tu zapewne ciche i spokojne życie w niewielkim oddaleniu od autostrady A2, która przypuszczalnie zapewia niektórym z nich szybki dojazd do pracy w Wiedniu. Mała rzeczka o nazwie Pitten, będąca jednym z dwóch dopływów Litawy, stanowi uzupełnienie obrazu, jakiego turysta spodziewałby się po malowniczo położonej mieścińce z zamkiem w tle.

Mała rzeczka o nazwie Pitten, będąca jednym z dwóch dopływów Litawy
Mała rzeczka o nazwie Pitten, będąca jednym z dwóch dopływów Litawy

Również i ja byłem już syty pierwszych wrażeń, nadszedł więc czas na podejście do zamku. Nieutwardzona droga o szerokości auta, na którą można było wejść schodząc z tej asfaltowej, prowadziła w górę znikając po około piećdziesięciu metrach w gęstym lesie. Postawiłem pierwszy krok i już po kilku minutach znalazłem się w przepięknej scenerii drzew o liściach w kolorach wczesnej jesieni. Po dwudziestu minutach spokojnego spaceru dotarłem do polany przed zamkiem.

Szarość kompleksu, kompleks szarości

Szarość kompleksu, kompleks szarości
Szarość kompleksu, kompleks szarości

Łagodne podejście i wspaniałe powietrze sprawiły, że wcale nie czułem się zmęczony. Zresztą dlaczego miałbym się taki czuć, skoro moja wspinaczka trwała tylko niecałe pół godziny. Stojąc na polanie, która przed setkami lat z pewnościa była gospodarzem niejednego turnieju rycerskiego, mogłem wreszcie przyjrzeć się bliżej największej atrakcji turystycznej okolicy – zamkowi Seebenstein z jego charakterystyczną basztą, murami obronnymi i barbakanem. Największe a zarazem nieco przytłaczające wrażenie zrobiła na mnie szarość całego kompleksu.

Zupełny brak kolorów w powiązaniu z ciemnymi plamami nieznanego mi pochodzenia wywoływały swoiste współczucie.

Zamek Seebenstein - widok od strony bramy dziedzińca zewnętrznego
Zamek Seebenstein – widok od strony bramy dziedzińca zewnętrznego

Ponad osiemset lat historii, niejedna trudna obrona przed najeźdźcami i wielkokrotne zmiany właścicieli odcisnęły piętno na zamku Seebenstein, który mógłby popaść w kompleksy z powodu swojego wyglądu, gdyby nie troska i towarzystwo lasu. Jego drzewa – szczególnie w swojej kolorowej, jesiennej szacie – zapewniły mu bowiem odzienie, jakiego nie powstydziłby się żaden władca.

Piękna barw i kształtów liści nie udało mi się jednak uchwycić za pomocą skromnej kamery smartfona.

Jeśli więc będziesz tu kiedyś jesienią, zobacz na własne oczy, w co ubiera się zamek Seebenstein, gdy chce pięknie wygladać!

Ja natomiast pomyślę chyba wreszcie o jakimś odpowiednim aparacie fotograficznym.

About The Author

Piotr Jeznak

About me on LinkedIn | Mein Profil auf Xing | O mnie na Fejsbuku | Copyright © Piotr Jeznak

Related posts