Zasiadając do śniadania w jednej z sal przepysznie odrestaurowanego, osiemnastowiecznego Dworu Boratyn, mogłem między innymi wzbogacić posiłek o potrawę na ciepło, czym były do wyboru: jajecznica na masełku, na kiełbasce albo jajka sadzone. W trzecim, ostatnim dniu pobytu zdecydowałem się spróbować jeszcze tych ostatnich, formułując moje życzenie w sposób wspomniany w tytule: „Poproszę (o) jajeczko sadzone!”. Minuty oczekiwania spędziłem następnie na przemian na zerkaniu w stronę stanowiska smażalniczego oraz na rozmyślaniu o różnicach w mentalności, które dla uproszczenia, choć bezsprzecznie subiektywnie, dzielę ogólnie na germańską, tę dokładną, i słowiańską, tę fantazyjną.

W kręgu tej pierwszej jajo sadzone to „Spiegelei”, co dosłownie znaczy jajo lustrzane, w sensie tafli, a więc płaszczyzny – w nawiązaniu do wyglądu tak smażonego jaja, które będąc rozpłaszczone na patelni, zajmuje większą jej powierzchnię, niż miałoby to miejsce w przypadku usmażenia z niego jajecznicy. Nie używa się tu ponadto zdrobnienia „jajeczko”. Byłoby to niezrozumiałe, a w najlepszym razie niestosownie śmieszne. Prośba o jajko sadzone zostałaby spełniona dosłownie, w postaci zaserwowania w rzeczony sposób jednego jajka, lub poprzedzona pytaniem o konkretną ich liczbę, co podyktowane byłoby wewnętrzną potrzebą ścisłego określenia wymiaru świadczonej usługi.

Jajeczko sadzone w ujęciu słowiańskim, które zostało mi chwilę później zaserwowane na eleganckim, białym półmisku o brzegach z wypukłymi ornamentami w stylistyce pałacowej, okazało się być reprezentantem linii swobodno-fantazyjnej, przejawiającej się zarówno w liczbie użytych jaj – dwa bez pytania -, jak i formie podania sprawiającej wrażenie wypełnienia półmiska aż po brzegi. Jajeczko sadzone nie ozaczało tu bowiem po prostu jednego podsmażonego jaja, ale było raczej pojęciem szerszym, opisującym radość spożywania tej wspaniałej potrwawy, co dodatkowo podkreślało używane tu przez wszystkich czułe zdrobnienie „jajeczko”.

Epilogiem tej krótkiej historii stało się dwa dni później moje poszukiwanie etymologicznego wyjaśnienia określenia „jajeczko sadzone”, zakończone jednak niepowodzeniem. Najstarszą znalezioną przeze mnie wzmianką o tym sposobie przyrządzania, bez wyjaśnienia źródłosłowu, jest fragment opublikowanej pod koniec XIX wieku książki „Kucharka litewska” pióra Wincentyny Zawadzkiej, w której to w wydaniu z roku 1874 czytamy o „jajecznicy sadzonej” na stronie 218 – z zachowaniem oryginalej pisowni i interpunkcji – co następuje:

Roztopić sporą łyżkę masła na patelni, i wbijać po jednemu z ostrożnością aby nie skłócić. Posolić i smażyć; skoro białka się zetną jajecznica gotowa.

Link zewnętrzny do zdygitalizowanej książki w zasobach Kujawsko-Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej przy Bibliotece Uniwesyteckiej w Toruniu:
https://kpbc.umk.pl/dlibra/publication/90865/edition/137318?language=pl.