Kilka lat temu byłem zatrudniony w pewnej firmie, w której pełniłem funkcję „technika komputerowego za biurkiem”. Odbierałem telefony, prowadziłem korespondencję e-mail, wprowadzałem zgłoszenia do systemu, rozwiązywałem część problemów na tak zwanym 1. poziomie oraz miałem osobisty kontakt z wieloma kolegami i koleżankami, jako że w budynku pracowało kilkaset osób. Codzienna wspólna praca biurowa wiązała się nie tylko z samym wypełnianiem obowiązków, ale też z piciem kawy, oglądaniem przez okno aktualnych warunków pogodowych oraz poznawaniem kultury innych narodów.

Na przykład w porze obiadowej, to jest powiedzmy od godziny 11 do 14, wszyscy używają jako pozdrowienia słowa „Mahlzeit!”. Stanowi ono miłą odskocznię od porannego „Guten Morgen!” i znaczy dosłownie

„Czas posiłku!”, czyli po staroswojsku „Smacznego!”.

Co ciekawe, słowa tego używa się w każdych okolicznościach, rozstrzygający jest jedynie przedział czasowy. I tak właśnie zdarzyło się, że wchodząc w porze obiadowej do WC i zbliżając się do kabiny, usłyszałem nagle od stojącego przy pisuarze austriackiego kolegi:

„Mahlzeit!”.

I jak nie kochać tych ludzi?

Powyższy opis wydarzenia zalicza się do humoru opartego na żartach z różnych aspektów wypróżniania się, co w języku niemieckim zyskało nawet nazwę własną: „Fäkalhumor„. Przypuszczam, że oswojenie się z nim może stanowić dla obcokrajowców pewne wyzwanie.