W ciągu ostatnich trzech lat dotarłem do około 150 zamków i pałaców, z których dwie trzecie krótko udokumentowałem fotograficznie na blogu. Część z nich zwiedziłem również w środku, co zaowocowało dodatkową kolekcją prywatnych zdjęć przeróżnych wystaw, dotyczących na przykład produkcji dawnych strojów ludowych, budowy konnych powozów i karet, wypieku tradycyjnych kołaczy, czy też wyrobu przedmiotów użytkowych i biżuterii z drutu.

Zamki są niewątpliwie świadectwem zmagań człowieka z człowiekiem, kamiennym pomnikiem wyzysku i przemocy. Z drugiej strony upamiętniają nieustanne poszukiwania poczucia bezpieczeństwa, wyrażone chęcią fizycznego odseparowania się od zagrożenia. Ich zimne mury, niegdyś wielokrotnie ociekające krwią nieszczęśników posłanych w celu ich zdobycia, dla mieszkających na zamkach rodzin szlacheckich oraz ich sług stanowiły niejako gwarancję utrzymania ciepła domowego ogniska – często jak najbardziej dosłownie, jako że polskie słowo komnata, pochodzące z łacińskiego caminus a oznaczające piec grzewczy, pierwotnie określało ogrzewane pomieszczenie zamkowe.

Siedemnastowieczne, barokowe rezydencje oraz neorenesansowe olbrzymie kompleksy pałacowo-ogrodowe odbiegają od mrocznego stylu średniowiecznych twierdz. Tu, w dobrze zagospodarowanych i udostępnionych dla licznych gości salach balowych, cały czas trwa zabawa a alejami parkowymi każdego roku spacerują zakochani, odkrywając na nowo urokliwe altany, wymyślne fontanny i tarasy pełne bajecznie kolorowych kwiatów. Jedynie w zbrojowni przypomnieć można sobie o burzliwych dziejach pałacu, który być może wręcz palił się ze wstydu będąc plądrowany przez osoby nie ceniące jego piękna.

Powodem, dla którego zadaję sobie trud dotarcia do takich obiektów, jest nie tylko chęć poznania ich historii. Największą radość podczas takich wycieczek sprawia mi odkrywanie obiektów położonych na wzniesieniu, z którego świetnie byłoby widać okolicę, często skrytych w głebokim, zdrowym lesie i znacznie oddalonych od hałaśliwych miast. Nagrodą za wszystkie poniesione trudy jest znalezienie się w miejscu, w którym nie słychać żadnych oznak nowoczesnej cywilizacji, a jedynie odgłosy przyrody przejawiające się w szumie drzew, śpiewie ptaków i delikatnym plusku ryb wynurzających swe pyszczki z tafli idealnie spokojnych jezior.